Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Refleksja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Refleksja. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 marca 2020

POGAWĘDKA Pierwsza

Niedawno pozwoliłam sobie napisać – dość spontanicznie i otwarcie – o moich subiektywnych wrażeniach z kolejnego ICH koncertu.

Z przyjemnością będę powracać wspomnieniami do tego dnia i … cieszę się, że „COŚ” mnie jednak s-kusiło, aby pojawić się w ten niedzielny wieczór – na Mokotowie.
Myślę, że to mógł być znak od LOS-u 😎

Tego dnia mieliśmy wreszcie okazję, aby dłużej swobodnie pogawędzić. Nie przytoczę Wam dokładnie, jak brzmiała nasza rozmowa – przebiegła dość spontanicznie.
W skrócie wyglądała tak:

Paulina:
- Czy uwierzysz mi, jeśli przyznam, że ja naprawdę niezbyt dobrze poruszam się po Warszawie? Może nie powinnam się publicznie do tego przyznawać, ale … – jestem żywym dowodem na tezę, że … „Kobiety mają trudności z odnalezieniem się w terenie …”.
Tym bardziej się cieszę, że udało mi się pokonać własne „słabości” i zdążyłam na Wasz występ w uroczej przestrzeni neapolitańskiej restauracji .
Powiedz mi proszę, co lubisz w Warszawie? Dlaczego tu przyjeżdżasz? – nie mieszkasz i nie pracujesz przecież tu na co dzień.



Krzysztof Fenderecki - foto: archiwum prywatne

Krzyszfof Fenderecki – Lider Zespołu  Sunset Bulvar  ; Gitarzysta
- W Warszawie podobają mi się najbardziej ludzie, czyli osoby z mojego zespołu … ale nie tylko –  także ci, których na przełomie ostatnich lat udało  mi się poznać. I tu może małe sprostowanie  – na pewno nie wszyscy [ śmiech]. Podobają mi się także restauracje i knajpy oraz klimat warszawskiej Starówki.
- Dlaczego właściwie … gitara? Najłatwiej nauczyć się na niej gry, czy inne były przesłanki wyboru akurat tego instrumentu?

- To dość ciekawa – przynajmniej dla mnie historia 😀 Moja starsza siostra - harcerka, kiedyś przywiozła z jednego z obozów pożyczoną gitarę. Miałem wtedy z 7 lat. Gdy tylko udało mi się
po kryjomu (bo przecież zaraz bym popsuł) wziąć tę gitarę do ręki, coś zaiskrzyło między nami. Pamiętam ją dobrze – była siermiężna i od patrzenia na nią rozbolały by każdego dłonie. Jednak zaintrygował mnie ten instrument do tego stopnia, że zapragnąłem mieć swoją. Niestety były to lata 80 – jak ktoś pomięta, to wie, że gitar w sklepach nie było, choć to i tak był najmniejszy problem
😀 Można więc podsumować to tak, że mimo poszukiwań i wyjazdów do Warszawy czy Łodzi, długo nie udawało mi się kupić instrumentu.
Od tego czasu minęło jakieś 8 lat i w dobie targowisk z Rosjanami i ich towarami nadarzyła się okazja, aby zakupić gitarę za 5 zł (500 zł przed denominacją). Była to prosta gitara klasyczna, która okazała się dość dobrym zakupem pod względem drewna, z którego była wykonana. Miała hebanowy gryf, co było mega rzadkością w tamtych czasach. Gitara co prawda, wymagała pewnych przeróbek lutniczych, ale po tych zabiegach okazała się przyzwoitym instrumentem. Pewnie miałbym ją do dziś – niestety pożyczyłem ją kiedyś jednej dziewczynie, z którą urwał mi się kontakt. W ten sposób … przepadła
😟 - oczywiście gitara!  [śmiech].
Kolejnym moim instrumentem była już gitara elektryczna, którą kupiła mi siostra „za gruby szmal”. Może nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że instrumenty w tamtych latach były naprawdę bardzo drogie i trudne do zdobycia. W zasadzie od tej pory zaczęło się moje prawdziwe granie, gdyż zdecydowanie wolę gitarę elektryczną, niż „akustyka” – co nie znaczy, że stronię
od grania akustycznego. Miałaś okazję to usłyszeć
😀 Właśnie  teraz zdałem sobie sprawę, że prawie za każdym razem w tamtych czasach, za pojawieniem się nowej gitary stała moja siostra – Iwona 😄

Krzysztof Fenderecki - foto: Marcin Wesołowski

- Czy kiedyś już podejmowałeś próbę stworzenia jakiegoś Zespołu, który będzie przypominał ten, w którym grasz obecnie? Możesz coś więcej powiedzieć na ten temat?
- W swoim życiu grałem w wielu zespołach. Każdy trochę różnił się od poprzedniego.
Zespół to ludzie, a każdy człowiek jest jedyny w swoim rodzaju. De facto z tego wynika styl, brzmienie i charakter działalności zespołu. Kiedyś sądziłem, że zespoły tworzą się przypadkowo, na skutek spotkania kilku ludzi itd. Teraz natomiast wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

Chciałbym wspomnieć o tym, że dwadzieścia  lat temu nawiązałem współpracę z Marcinem Gryzem – obecnym naszym bębniarzem i jakiś czas graliśmy wspólnie w kapeli bluesowej. Udało się nam zagrać kilka fajnych koncertów. Gdyby nie tamta współpraca, być może tego naszego zespołu by nie było. A tak, kilka lat temu ponownie nawiązałem z Marcinem kontakt. Po fazie kształtowania oraz twórczego bałaganu - z inicjatywy Jowity (to był Jej pomysł), na bazie mojej obecnej współpracy z Marcinem, stworzyliśmy Sunset Bulvar.
- Może mi o tym już mówiłeś, ale chyba warto o to raz jeszcze zapytać.
Jak długo gracie pod szyldem Sunset Bulvar? Czy spodziewałeś się, że ta „muzyczna przygoda” z Jowitą, Marcinem i Markiem potoczy się w takim kierunku, w jakim podąża obecnie? Pracujecie nad autorskim materiałem debiutanckiej płyty, z tego co wiem. A może to tajemnica, której nie miałam zdradzać?

- Sunset Bulvar działa około 2 lat. Szczerze mówiąc, to niczego się nie spodziewałem – choć czułem, że zaczyna wychodzić nam coś fajnego. Początkowo mieliśmy problemy ze znalezieniem basisty. Jednak nie ma tego złego ... Może gdyby nie te problemy, to Mesjasz – czyli Marek mógłby do zespołu nie dołączyć. Sama więc widzisz, że nic nie dzieje się bez przyczyny 😃
Odpowiadając na Twoje pytanie. Nie mamy sekretów – przynajmniej w obszarze, o jaki pytasz.
To prawda, pracujemy nad autorskim materiałem.
Bardzo się cieszę, że możemy współpracować z Robertem Baranowskim. Oprócz faktu, że pisze dla nas teksty piosenek na płytę, to jeszcze jest naszym Impresario. Uwielbiam wsłuchiwać się
w stworzone przez Niego treści. Dopełniają się wraz z naszą muzyką, są jak dwie połówki tego samego owocu. Robert jest twórcą o wysokim progu wrażliwości, arcy-ciekawie spoglądającym na życie i jest także znawcą natury ludzkiej. Myślę, że to wypadkowa, która przemawia do mnie
w jego tekstach i twórczości poetyckiej. Odkąd utkwiło mi w głowie powiedzenie Gen. Wieniawy-Długoszewskiego: ”dla mężczyzny są tylko stworzone dwa zawody, ułan albo poeta - nic poza tym” – chciałem Roberta poznać. Wracając do tematu … Pracujemy nad autorskim materiałem, jednakże muszę tu nadmienić, że płytę chcemy nagrać już jako MANIA – w tym samym składzie, ale elektrycznie. Obecnie więc pracujemy dwutorowo – akustycznie i elektrycznie.



Sunset Bulvar w pełnym składzie - foto: archiwum prywatne

- Ile utworów jest już … powiedzmy – mniej lub bardziej fachowym językiem – „ogranych”? Pamiętam, że na Grudniowej Premierze Jowita zaśpiewała pięć piosenek
z tekstami napisanymi dla Was przez Roberta Baranowskiego, którego ja znam prywatnie. Nie wszystkie chyba jednak pojawiały się na kolejnych koncertach. Jak dobieracie repertuar na każdy z występów? Są kłótnie?

- Obecnie mamy opracowanych 7 utworów, które jeszcze dopracowujemy. Jednakże – docelowo na płytę, chcemy ich mieć co najmniej 10.
To, że nie gramy wszystkich tych numerów na koncertach wynika z faktu, że nie do końca jesteśmy przekonani co do ich brzmienia w anturażu akustycznym. Zgodnie z tym, co wcześniej mówiłem, robimy muzykę elektryczną
😀 Absolutnie chciałbym zdementować domysły dotyczące kłótni – zdania miewamy odmienne i z pewnością tak pozostanie – a tam, gdzie ścierają się moce twórcze, iskrzy jak przy cięciu stali 😆

- Jowita … nie byłabym sobą, gdybym – z czystej „babskiej ciekawości” oto nie zapytała … Gdy śpiewa, podziwiam Jej cudownie mocny głos. Czy podczas Waszych prób i rozmów jest równie donośny, czyli … liczycie się ze zdaniem jedynej w Waszej Grupie, Kobiety? Jak to się przejawia?
- Z Jowitą łączy mnie swoista i niepowtarzalna więź twórcza i podobne przeżycia. Poznaliśmy się w innym zespole – był to team coverowy, grający eventy. Ja grałem w tym zespole ponad 5 lat, zanim dołączyła do niego Jowita. Od początku złapaliśmy kontakt i polubiliśmy się. Po jakimś czasie ja odnowiłem znajomość z Marcinem Gryzem, z którym stworzyliśmy jakieś cztery lata temu zespół rockowy. Nie przetrwał próby czasu, jednakże w trakcie jego działalności, Jowita podzieliła się z nami pomysłem stworzenia Sunset Bulvar. I tak się to zaczęło 😃
Gdy stworzyliśmy z Jowitą Sunset, nasi koledzy z zespołu coverowego uznali – nie wiem do końca dlaczego – że zakończą z nami współpracę. Od tamtej pory skupiliśmy się zupełnie na Sunset, a od spotkania z Robertem zaczęliśmy tworzyć razem autorskie utwory - projekt MANIA.
Ja osobiście bardzo cenię sobie pracę z Jowitą – chętnie słucham Jej zdania na temat aranżacji, bądź sugestii muzycznych. Poza tym, bardzo Ją lubię prywatnie – tak po ludzku
😏 Może dlatego, że mamy podobne poczucie humoru i świetnie się dogadujemy. Lubię Jej styl oraz podziwiam urok osobisty. Dla mnie głos Jowity jest najdonośniejszy – potrafi mnie przekonać do zmiany, choć nie zawsze 😁
Nie przychodzi to łatwo, gdyż jestem człowiekiem działającym w sposób przemyślany
i uporządkowany, a więc planów zwyczajnie nie lubię zmieniać. Jednak Ona potrafi mnie przekonać. Uważam, że ma w sobie ogromną intuicje muzyczną, dzięki czemu umie uzasadnić  potrzebę dokonania zmiany – a argumenty do mnie przemawiają.  Poza tym potrafi być bardzo kreatywna w procesie twórczym, co bardzo mnie do Niej przekonuje. A ten Jej głos! – jest świetna! Sądzę, że oboje jesteśmy zdania, że mieliśmy się poznać i razem tworzyć.



Jowita i Krzysztof, czyli ... połowa składu Sunset Bulvar - foto: archiwum prywatne

- Za co cenisz Swoich kolegów z Zespołu? Tak imiennie proszę opowiedz o tym, jakie mają wg Ciebie zalety.
- To może po kolei:
Jowita – głos, charakter, estetyka i kreatywność muzyczna, intuicja
Marcin – umiejętności muzyczne, ugodowość, serdeczność
Marek – zaangażowanie, miłość do muzyki i basu, ogromne chęci i emocjonalną motorykę 😃
Robert – kultura, wrażliwość, kreatywność, zaangażowanie, skromność
- A jakie mają wady? Czy uważasz, że o tym nie powinno się mówić głośno?
- Przepraszam, ale wolę skupiać się na pozytywach 😏

- Jak oceniasz osobę Roberta - piszącego Wam teksty do autorskich aranżacji – jest bardziej członkiem Zespołu, czy Manager’em? Bardziej się z Wami „kumpluje”, czy wymaga?
- Chwalę dzień, w którym graliśmy w pubie Marcinek na Podwalu koncert. To było ponad rok temu. Na nim był też Robert. Wtedy się poznaliśmy. Początkowo Robert pisał dla nas tylko teksty, z czasem – na nasze szczęście – zgodził się też zająć naszym impresariatem.
Trzeba przyznać, że sprawdza się zarówno jako tekściarz, jak i menadżer. Dał nam się już poznać, jako fajny facet i kolega. Jest bardzo odpowiedzialny i wiem, że jak coś załatwia, to od początku do końca. Ma świetny kontakt z ludźmi, co dla menadżera jest bezwzględnym „clou” działania. Oczywiście, wymaga także od nas i oby dalej to robił, bo niezwykle ważne jest wypracowanie sobie pozycji w grupie. To też Robertowi świetnie wychodzi. Bardzo zabiegam o to, by czuł się członkiem zespołu i mam nadzieję że tak już jest
 😀

Robert Baranowski - Autor tekstów do piosenek wykonywanych przez Sunset Bulvar - koncert w La Lucy - grudzień 2019

- Obserwowałam Cię uważnie podczas Waszego ostatniego występu na Mokotowie.
Faktycznie był taki moment, w którym się uśmiechnąłeś, nawiązując kontakt z obecną tam publicznością – przecząc niejako słowom zawartym w recenzji drugiego koncertu – tego, który był w lutym „U Pana Michała”. Napisałam tam bowiem coś o … „skupieniu gitarzysty”. Dlaczego właściwie nie byłeś zadowolony z takiej opisu Siebie? Może masz innego rodzaju „sceniczność” niż Jowita – z tym Jej olśniewającym uśmiechem lub – wywijający spontanicznie gitarą, Marek. Jak to jest z Twoim samopoczuciem na scenie? Stresujesz się występami na żywo?

- Mój obecny wizerunek sceniczny nie jest najbliższy mojej naturze. Grając w poprzednich zespołach na gitarze elektrycznej, miałem więcej swobody , więc byłem bardziej spontaniczny. 
Na skutek dużych zmian repertuarowych i spinania całości „faktury muzycznej” podczas występów zespołu, do tej pory musiałem się skupiać na realizowaniu zamierzonych celów.
W związku z tym, że obecnie zespół zaczął grać na poziomie o jaki zabiegałem, mogę zająć się czerpaniem przyjemności z koncertów. Czyli nie muszę zastanawiać się, czy wszyscy wiedzą, co mają robić 

Myślę że niedługo mój „emocjonalny image” ulegnie znacznej przemianie 😎

Krzysztof Fenderecki - foto: archiwum prywatne

- Jakie masz wyobrażenia o życiu „Osoby Publicznej”? Może po tej rozmowie staniesz się bardziej rozpoznawalny – także w rodzinnym mieście. Jesteś gotowy na Sławę? Jakie są Twoje Marzenia, gdy myślisz o „Sunset Bulvar”?
- Nie  myślę o tym. Generalnie uważam, że na sławę nie można być gotowym. Bardziej skupiam się na muzyce – graniu jej i tworzeniu. Myślę, że gdy dotknie mnie miano bycia osobą publiczną, świetnie sobie z tym poradzę.
Uważam tak, bo jestem człowiekiem o ugruntowanym i poukładanym życiu osobistym – przepraszam za tę nieskromność. Zawsze uważałem, że osobom publicznym odbija z braku tych dwóch powyższych atrybutów.
Marzę, by nasz zespół zaczął koncertować elektrycznie, no i żebyśmy nagrali płytę. Chciałbym występować na jak największym terenie – myślę też o imprezach muzycznych poza granicami kraju. Koncerty są paliwem niezbędnym do pracy twórczej zespołu. 

Poza tym chciałbym także, by nasz zespół pozostał grupą przyjaciół oddanych idei tworzenia
i grania swojej muzyki. Nie chcę żadnej presji i niezbyt konstruktywnych sugestii na temat kierunku, w którym powinniśmy się rozwijać. Niech to nadal będzie wielki muzyczny ocean,
na którym płyniemy w znanym tylko nam kierunku, odkrywając go tym, którzy za nami podążą. Mam nadzieję, że będziemy poszerzali swoją komunikacje tele-muzyczną, którą udało nam się nawiązać i w oparciu o nią rozwijać naszą twórczość. 

Przydał by się także jakiś miły Pan lub Pani z kiermanem wielkości stodoły oraz chęcią sfinansowania realizacji naszej płyty [śmiech]. Wierzę, że póki oddychamy wszystko jest możliwe 😃

- Nie pozostaje mi w takim razie nic innego, jak życzyć, aby Twoje oczekiwania i marzenia miały szansę się urzeczywistnić w najbliższym czasie. Może faktycznie pewnego dnia Wasz Impresario Robert odbierze telefon od Kogoś, kto pomoże Wam spełnić je.
Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na kolejnym koncercie.



Sunset Bulvar - koncert luty 2020 - okolice Starówki "U Pana Michała"

poniedziałek, 16 marca 2020

"Gwałtu, rety! ..."

- Co się dzieje?
- Nic takiego - to tylko ... moja wyobraźnia szaleje ...
[ tylko jeszcze do końca nie wiem, pod wpływem czego ... ]

Może to kwestia skojarzeń z wydarzeniami, które miały miejsce w moim życiu i odcisnęły na nim jakiś SWÓJ ŚLAD. A myślę tu przede wszystkim o kolejnym fantastycznym koncercie Grupy Muzyków - tworzących Zespół SUNSET BULVAR, która pochłania ostatnio wiele moich myśli - wraz ze zwiększającą się liczbą nowych pomysłów w ramach współpracy. Tym razem Ich występ był na Mokotowie w uroczej RESTAURACJI serwującej głównie dania typowe dla kuchni włoskiej. Nawiasem mówiąc nabrałam chęci, aby spróbować tej zachwalanej przez Ulę carbonary ...

Na razie jednak - spadła nam przecież na głowy kwarantanna - muszę "obejść się smakiem", nie wiedząc na dodatek, kiedy nadarzy mi się znowu okazja wycieczki na ul. Bobrowiecką 10.
Co robi w takiej sytuacji kobieta, która najchętniej w ogóle nie wchodziłaby do kuchni - no chyba, że po jakiś ... smakołyk lub kawę?

Dokładnie tak ...
idzie do swojej kuchni, wyjmuje garnki, to co znajdzie w szafce i lodówce i ...



Tak! Zapiekanka z makaronu i warzyw. Kurczę! i co najfajniejsze, naprawdę nieźle mi wyszła.
Nie sądziłam, że potrafię w siebie tyle ... jedzenia wepchnąć za jednym razem.

To jednak nie koniec tej oto - może na razie dość nieskładnej - opowieści.
Gdy już postawiłam na stole dzieło, które powstało pod wpływem spontanicznej potrzeby "kucharzenia", poczułam ... że po takiej uczcie przydałby się deser.
I zaczęłam się zastanawiać, czy ja mam coś, co mogłoby taką rolę odegrać.

Wtedy napłynęło do mnie kolejne skojarzenie - tekst, który opublikowałam tu na blogu, jedno z pierwszych opowiadań, które ... można chyba nawet uznać za COŚ SŁODKIEGO

Rzadko wracam do swoich tekstów z gatunku prozy. Częściej natomiast przypominają o sobie wiersze. Może dlatego, że są utkane głównie z emocji - a tych doświadczamy każdego dnia.
Czytając ten tekst też je poczułam.

Czasem używa się pojęcia: "efekt domina".
Myślę, że u mnie on nastąpił i nagle poczułam, że muszę to opisać - ale jakoś tak zgrabniej, z polotem - na wzór ROBERTA MINIATUR, które uwielbiam.

Czy mi się udało?
Wrażenia i Emocje pozostawiam Wam ...
a oto zwariowana rymowanka:

gwałtu? Rety! co się stało?
że tak nagle Panią ...
w stronę mojej kuchni
coś! dzisiaj - może Emocja -
spontanicznie porwało ...?

- sama nie wiem - kręcę głową ...
bo na cóż mi samej -
dziś! z makaronu zapiekanka
jeśli w mojej kuchni
Kogoś mi - brakuje - może ...

tego - z fantazji utkanego-
Wrażliwego kochanka?

sobota, 20 lipca 2019

Sugestia?

Nie rób sobie – proszę
nadziei na wspólne ‘jutro’
to nie jest bowiem możliwe
wiem – zabrzmi to może smutno …

Nie mam – niestety?! – zadatków
na wymarzonego, życiowego Partnera
chyba zbyt często bujam w obłokach –
a może inaczej niż Ty pojmuję – to słynne: „tu i teraz”

Nie próbuj mnie dla Siebie zatrzymać
bo mam jednak! ogromną potrzebę wolności
fascynuj mnie, intryguj lub do łez niemalże rozbaw
tylko to może sprawić, że w mym sercu na dłużej zagościsz

Nie wyobrażaj sobie jednak zbyt wiele
niezbadane są wszak ścieżki „babskiego  myślenia”
więc ... choć dzisiaj jesteś na piedestale moich fascynacji –
w najbliższych godzinach mogę - uczucia swe szybko zmieniać

Zastanów się więc proszę, jakie są Twoje oczekiwania ...
przyszłość wciąż czeka – niczym otwarta, niezapisana księga
na wpis Tych, co chcą więcej od życia i nieodmiennie wierzą
że Ich własny Los spoczywa … wyłącznie w Ich właśnie – rękach …






sobota, 20 kwietnia 2019

piątek, 8 lutego 2019

taka Myśl


Tak …

każdy
potrzebuje
czasem
bezpiecznych ramion
w których może
w danym momencie
utonąć –
ale wciąż żyć
nie tracąc godności
zachowując marzenia
nie wyrzekając się siebie –
takich
ciepłych objęć
od energii których
ponownie ładują się
wewnętrzne akumulatory

ale …

nie każdy
jednak umie
nawet z rzadka
wykazać się odwagą
i dzięki niej właśnie
w danej chwili
pochwalić się –
swoimi wartościami
urzeczywistnianiem snów
zalążkami skrzydeł –
taką
brawurą
którą podsyca
elektryzującą myśl
o cudnym brzmieniu:

„Też możesz być dla kogoś
– Aniołem …”

Warszawa, 08.02.2019



wtorek, 5 lutego 2019

a gdy ...


za oknem
odcienie szarości
choć to zima przecież …

a mnie
pociemniała dusza
od
nagromadzonej złości
nagannych skłonności
braku wyrozumiałości
zwykłej przyziemności
zaskakującej wrogości
męczącej niepewności
ukrywanych słabości
urażonej godności

poczekam 
a gdy ...

za oknem
same odcienie bieli
wszak to zima przecież …

a mnie
może najdzie ochota
by
przejść się na spacer
znów poczuć na skórze
dotyk płatków śniegu
ubrać się w całości
w ich mroźną niewinność
spróbować po raz kolejny
przywrócić swojej duszy
jaśniejszy kolor


Warszawa, luty 2019




piątek, 25 stycznia 2019

Klucz do ...

To jeden z moich ulubionych utworów.
Nie mogę uwierzyć, że tyle lat minęło odkąd go napisałam. Ponad 10 już chyba, a ja ...
wciąż śnię o tym samym.

I wciąż - może i naiwnie - wierzę, że znajdę! wreszcie, swój klucz do szczęścia.

SENNE MARZENIA

... w moich snach
siadamy na ganku małej chatki
i popijamy z glinianych kubków gorące kakao -
na dobry początek dnia

... w moich snach
czytasz mi Swoje wiersze, a ja czytam Ci swoje
i tak właśnie rozmawiamy o Życiu -
przez cały dzień

... w moich snach
bierzesz moje dłonie w Swoje ciepłe ręce
i całujesz delikatnie ich wnętrze -
przechodzi mnie dreszcz

... w moich snach
spoglądam Ci wtedy głęboko w oczy
i otulam się aksamitem ich spojrzenia -
wszak już wieczór

... w moich snach
siedzimy obok Siebie, patrząc na gwiazdy
i delektujemy się Swoim istnieniem -
to Nam wystarcza

... w moich snach
wszystko jest dużo prostsze ...

Warszawa, 06.2008




poniedziałek, 21 stycznia 2019

Refleksja dnia

Rozczula mnie
Twoja marsowa mina

Rozśmiesza do łez
Twoje poczucie humoru

Przeraża czasem
radykalność Twoich poglądów

- bowiem …
świat ma jednak
wiele odcieni
bieli i czerni – 

Podziwiam nieodmiennie
Twoją pewność siebie
i takie głębokie przekonanie
o własnej nieomylności

ale wiem też, 
że mogę
na Tobie polegać
jesteś moim
Zawiszą Czarnym
Synu


Warszawa, 21.01.2019




sobota, 19 stycznia 2019

Zagadka

Jest cicho
przyjazny mrok
toleruje wyłącznie
delikatny blask lampki
na niezwykle smukłej nóżce

Takie pory
lubię najbardziej
bo mogę wtedy wreszcie
usłyszeć swoje myśli stacjonujące
bez końca w mojej zmęczonej głowie

I potrafię
przekonać je
by spoczęły chociaż
na parę zegarowych minut
i przebrały się w galowe stroje

Czeka nas
małe wyzwanie
pierwszy wspólny pokaz
o którym żadne z nas jednak
nie ma niestety bladego pojęcia

Czy podołamy?
czy nauczymy się
tak współistnieć, aby
stworzyć wspólne dzieło
będące czymś namacalnym?

Warszawa, 13.01.2019

Rys: Marcin