niedziela, 22 marca 2020

Opowieść Pierwsza

„W inną stronę”


„Ale nudy …” – pomyślał Los – „Diabli chyba nadali tą całą ... pożal się -  Bożeeeee - Kwarantannę! A może by tak … „ – zachichotał złośliwie, po czym zabrał się do pracy ...

***

Tego dnia, nie spieszyła się do domu, jak to zwykle bywało. Wiedziała, że o tej godzinie wciąż nikogo tam nie ma. Znowu się „wyłączyła” i nogi jakoś tak same wybrały drogę przez park. Dzień był wyjątkowo ładny, jak na tę porę roku. Słońce zalotnie spoglądało poprzez gęste, choć wciąż nagie gałęzie rosnących tu drzew, zachęcając do spaceru. Stęskniła się za jego promieniami i ciepłem. Miała ochotę pożegnać się z zimowymi ubraniami, krępującymi ruchy. Niezbyt dobrze znosiła niskie temperatury, wiec przez ostatnie miesiące zakładała na siebie kilka warstw różnych materiałów. Może już niedługo pozbędzie się części z nich. Pogrążona w luźnych rozmyślaniach nie zauważyła, kiedy dotarła pod blok. Spojrzała na zegarek. Nadal nie chciało się jej wchodzić do pustego mieszkania. Lubiła, gdy ktoś tam na nią czekał. Usiadła więc na jednej z ławek, popatrując z rzadka na dzieci bawiące się na osiedlowym placu zabaw.
Ileż było energii w tych małych ciałkach …

- Bo się zapatrzysz … - usłyszała nagle głos i jakaś postać usiadła obok niej. Na policzku poczuła delikatny pocałunek i owionął ją znajomy zapach.
- Byłoby w tym coś złego? – spojrzała w szare oczy, dla których dwa lata wcześniej straciła głowę. Nie przypuszczała, że coś takiego się jej przydarzy.
- Czy mam rozumieć, że ja już ci nie wystarczam? – usłyszała zamiast odpowiedzi.
- Wiesz, że to nie tak … - odparła cicho.
- A może … twój zegar zaczął tykać? – pytanie zadane niby dość neutralnym tonem, trochę ją jednak ubodło. Miała 27 lat i chyba nie było nic dziwnego w tym, że zaczynała coraz częściej myśleć o dziecku. Owszem, było im razem dobrze. Nie sądziła, że można z kimś stworzyć tak cudowny związek. Jej wcześniejsze doświadczenia nie napawały nadzieją, że kiedyś będzie to możliwe. W jej życiu było kilku mężczyzn, ale żaden nie dał jej tyle oparcia co osoba siedząca obok niej. Czuła się w tej relacji wyjątkowo bezpiecznie i nie chciała tego tracić. Nawet za cenę odrzucenia ze strony najbliższych. Nie byli w stanie jej zrozumieć. Na szczęście nie musiała wracać do swojej rodzinnej miejscowości.

Miasto, do którego wyjechała po studiach przygarnęło ją i pozwoliło na realizację różnych marzeń. Znalazła tu pracę, a także kogoś, kto ją kochał. Czuła się spełniona, choć ostatnio faktycznie jej myśli coraz częściej biegły też w inną stronę. Oczekiwała zrozumienia i akceptacji swojej potrzeby macierzyństwa, jaka obudziła się w niej niedawno. Czy musiała się z tego tłumaczyć?
- Dziwi cię, że kobieta w moim wieku zaczyna odczuwać potrzebę bycia matką? – teraz ona odpowiedziała pytaniem.
- Nie – padła cicha odpowiedź. W szarych oczach pojawił się pewien smutek. – Wiedziałaś jednak od samego początku naszej znajomości, że nie chcę mieć dzieci. Zaakceptowałaś moje … hmmm … „warunki umowy”. Nic mi nie wiadomo, aby od tamtego czasu coś się w nich zmieniło – usłyszała jeszcze, dość dobitnym tonem wypowiedziane słowa. Zrobiło się jej przykro.
- Naprawdę nic się w tej kwestii już nie zmieni? Może jednak zastanowimy się, czy nie znajdzie się  jakieś zadowalające nas, wspólne rozwiązanie – wiedziała, że nie powinna naciskać, ale … musiała podjąć wreszcie ten wątek. Zwlekała z tym za długo. Powinna była zacząć tę rozmowę wtedy, gdy … Poczuła raptowny ucisk w żołądku. Zabrakło jej na moment tchu na myśl, ile ryzykuje. Było jednak za późno, aby się wycofać. Rozpamiętywanie pomyłek nie miało sensu – otrząsnęła się z rozważań.
– Zrozum mnie proszę. Wystarczy mi na razie, że o tym pomyślisz, na nowo rozważysz wszystkie te słynne „za i przeciw” – powiedziała zbyt wesołym tonem, chcąc rozładować panujące napięcie. Rozmowa nie toczyła się tak, jak tego oczekiwała. – Proszę, pomyśl o tym, choćby pod kątem nas. Nie uważasz, że dziecko mogłoby jeszcze bardziej scementować nasz związek? Fajnie jest być rodzicem, a my, też mamy do tego prawo – dodała jeszcze i w tej samej chwili poczuła, że nie należało tego mówić.

Patrzące na nią z uwagą, na ogół ciepłe i spokojne szare oczy, nieoczekiwanie pociemniały, by już po chwili zmienić się w kolor morskich głębin. Wciągających i niebezpiecznie silnych, kapryśnych i zwodniczych, nie okazujących czasem łaski. Mimowolnie zadrżała na ten widok. Ta piękna, wzbudzająca w niej tyle czułości twarz – pod wpływem jej nieopatrznych słów nabrała ostrych rysów i nagle stała się jej zupełnie obca. Nie wiedziała, co robić. Wystraszona, spontanicznie ujęła spoczywającą obok niej dłoń nieznajomą i zaczęła delikatnie gładzić jej skórę. Poskutkowało. Proces przemian się cofał. Odetchnęła z ulgą …

- Zastanowię się nad tym, dobrze? Wiesz przecież, że dla mnie to bardzo poważna decyzja. Dziecko to nie zwierzak, który oczekuje od nas wyłącznie jedzenia, możliwości swobodnego załatwienia swoich naturalnych potrzeb … no, może niekiedy pieszczot lub zabawy. To druga istota, na dodatek z wolną wolą – choć w świetle naszych przepisów musi się nam jakoś „podporządkować” przez pierwsze 18 lat. Widzę jednak, że naprawdę ci na tym zależy i wierzysz w to, co powiedziałaś. Kocham cię za to, że potrafisz mi otwarcie, a jednocześnie delikatnie przekazać informację o swoich potrzebach – przecież one są dla mnie, równie ważne, jak dla ciebie. Potrzebuję jednak trochę czasu, aby się oswoić z emocjami i znaleźć przekonujące argumenty – wyłącznie dla siebie. Muszę poczuć wewnętrzne przekonanie, że warto czasem rozważyć zmianę własnego zdania … – delikatna mgiełka ciszy osiadła na ich ubraniach.
Gdy jednak podniosła oczy zobaczyła uśmiech, a potem poczuła delikatny, a jednocześnie mocny uścisk na swojej dłoni. Przeszedł ją prąd. Jakże piękna była ta chwila.
Jak dobrze było kochać i być kochanym …

Nie miał specjalnie szczęścia do kobiet, choć starał się zawsze być wobec nich fair. Szkoda, że nie mógł liczyć na wzajemność. Przynajmniej od tych, przed którymi odsłonił kilka ukrytych obrazów swojej duszy.

„Jesteś za miękki, stary” – zabrzmiały mu w głowie słowa kumpla z roku, starego „wyjadacza”. Może Grzegorz miał rację, ale … no właśnie – on miał zupełnie inne podejście. Może tę wrażliwość wyniósł z rodzinnego, kilkupokoleniowego domu, gdzie królowała jego babcia Tosia. To ta, niedużego wzrostu, ale pełna wewnętrznej energii i ciepła kobieta, zaszczepiła w jego męskim sercu empatię. Ktoś mógłby to uznać za słabość. On wierzył jednak, że to właśnie jest jedna z jego „nadprzyrodzonych mocy”. Jak każdy dzieciak w tamtych czasach miał swoich bohaterów, autorytety. W bajkach był nim supermen, a w życiu realnym – babcia. Niewykluczone jednak, że ta wrażliwość była niejako mu przypisana od samego początku istnienia, stając się jego indywidualną cechą. Tak wywnioskował ze słów staruszki, z którą dość często ucinał sobie takie poobiednie #rozmowyPrzyHerbacie

Często mówiła dość zawile, jakby kluczyła nieznanymi nikomu ścieżkami, aby „zmylić pogoń”. Bywało, że tak prowadzone konwersacje, strasznie go irytowały. Wściekał się w duchu, że nie może usłyszeć jasnego przekazu, że wciąż musi się czegoś tam domyślać.
„Ach, te ‘Babcine Tajemnice’ …” – westchnął cicho, ale jednocześnie z jakimś rozrzewnieniem. Odkąd jej zabrakło stracił nadzieję, że dowie się czegokolwiek więcej o sobie, jeśli nie podejmie starań w tym kierunku.
Wciąż pozostawała jakaś maleńka szansa na to, że zdobędzie dostęp do Pamiętników. Nie chciał się tak szybko poddawać. Ta „GRA” jeszcze się nie skończyła. Nie zamierzał „opuszczać stołu”. Nadszedł czas, aby w odpowiedni sposób wykorzystać część otrzymanego spadku. A One musiały się z tym pogodzić. Choć byłoby lepiej, gdyby same zechciały opowiedzieć mu coś więcej o tych rodowych tajemnicach i tradycjach, które ukrywały przed wszystkimi. Czy naprawdę musiały to robić nawet przed własną Rodziną? – przecież on też do niej należał! i przenigdy nie zdradziłby żadnych sekretów. Nie ufały mu, zatem … Gdy uświadomił to sobie, ogarnął go gniew, którego płomienie podsycały kolejne niewesołe myśli. Postanowił jak najszybciej wyprowadzić się.
Nie było istotne gdzie, czy może do kogo. Czuł, że nie może tu dłużej zostać, że oto nadszedł „czas zmian”, a on – jako Mężczyzna – musi stawić im czoła.

„Dziękuję, Babciu” – pomyślał w chwili, gdy otwierał kluczem drzwi nowego mieszkania.
Po miesiącach „waletowania” u przygodnie poznawanych znajomych, miał wreszcie coś na kształt „własnego kąta”. Jeszcze nie wiedział na jak długo w nim pozostanie, jednak … nie było sensu aż tak wybiegać w przyszłość. Miał za mało wskazówek, aby powalczyć o „główną nagrodę”. Obiecał sobie zresztą, że na powrót nauczy się cieszyć z „rzeczy małych”.
Babcia od zawsze przecież powtarzała, żeby „nawet małymi krokami, ale do przodu”
– uśmiechnął się na wspomnienie tej sceny z dawnego życia, a obraz staruszki – jakże żywy – stanął mu przed oczami. Był ciekaw, gdzie zamieszkała ta Energia, która napędzała przez tyle lat jej drobniutkie w sumie ciało … Czy uleciała w Przestworza i czeka na „kolejną szansę”, by wrócić na Ziemię, czy może już przywdziała płaszcz z piór i będzie tu wracać w zupełnie innej postaci? Gdyby tak było, to już zazdrościł temu śmiertelnikowi, któremu przypadnie w drodze losowania ten właśnie niebieski Opiekun.

Ocknął się z rozmyślań. Lubił pierwszy wracać do pustego mieszkania i ogrzewać je własną osobą. To ... no, było trudne do wytłumaczenia uczucie. Jakby miał moc, która może „tchnąć życie” w coś, co wcześniej go nie miało. „(…) to JA! Jestem Bogiem … uświadom to sobie (…)” – zanucił pod nosem słowa dawno zapomnianej przez niego piosenki. Pasowała do tej sytuacji wyjątkowo. Spontanicznie się roześmiał …
Jedno było pewne – chciał stworzyć partnerski związek. Chciał być w porządku wobec kobiety, którą wybrał na towarzyszkę swojego życia. Obiecał sobie, że zapewni jej bezpieczeństwo, poczucie, że jej potrzeby są równie istotne i dla niego. Nie spieszył się. Pań w jego studenckim otoczeniu nie brakowało. Młodzież z różnych uczelni w mieście szybko się integrowała ze sobą, choć czasem zdarzały się oczywiście pewne animozje. On jednak był pokojowo nastawiony, więc liczba nawiązywanych znajomości w różnych miejscach, rosła z każdym miesiącem pobytu na uczelni. Poznane przez ostatnie dwa lata dziewczyny, często dawały mu do zrozumienia, że jest dość atrakcyjnym facetem. Do pewnego momentu trzymał się swoich „Zasad”, wierząc że pozna tę, która przychodziła do niego w snach, czy może już nawet w wyobraźni.
Szukał jej w kobietach, które mijał na ulicy, w sklepie, na uczelni, czy wreszcie studenckich knajpach.

Los musiał tego dnia mieć wyjątkowo dobry humor, ponieważ … wreszcie Ją odnalazł. Tam, gdzie zupełnie się tego nie spodziewał. Było to tak nierzeczywiste, wręcz bajkowe, może nawet graniczące z cudem. Wierzył jednak, że to drgnienie serca, które poczuł po raz pierwszy w jej obecności musiało znaczyć coś więcej, niż … zwykłe może w takich sytuacjach – oczarowanie. Nie potrafił tego logicznie wyjaśnić. A może nie miał ochoty tego robić. Może należało zdać się na intuicję? Do tej pory żył w przekonaniu, że zna się na ludziach – to była przecież kolejna odziedziczona w spadku po babci cecha. Choć może nie aż tak dominująca …

Wyczuwał, że nigdy Matce swojej Matki nie dorówna. No, może gdyby urodził się jako dziewczynka, byłoby to możliwe. Szczególnie jeśli przyjąć, że teoria o dziedziczeniu pewnych genów w drugim pokoleniu okazałaby się prawdziwa. Te babcine, z-wodniczo szaro-zielone, roziskrzone – jak u kotów – oczy, miały jakąś tajemniczą, hipnotyzującą moc. Ulegał jej. I było mu z tym dobrze.
Niestety coraz częściej odnosił wrażenie, że nie pasuje do obecnych czasów, czy też może otaczającego go na co dzień świata. Czuł się tak, jakby trafił do alternatywnej rzeczywistości, jakby zamienił się z kimś mu podobnym – miejscami … Tylko, dlaczego? Ubolewał nad tym, że od dawna nie mógł uciec w bezpieczne ramiona staruszki. Nawet już wtedy, gdy wyrósł z niego niezły dryblas, potrafiła go ukoić swoim drobnym, ale tak niespodziewanie silnym ciałem. Jakże tęsknił za wspólnymi rozmowami. Ona z pewnością udzieliłaby mu wskazówek. Potrzebował ich. Pogubił się … 

„Jesteś za miękki, stary” – przypomniały nagle o sobie słowa Grzegorza. Ponownie poczuł, że jego kumpel, z którym "pomieszkiwał" od samego początku w akademiku, może mieć rację. Nie chciał być już wykorzystywany przez kobiety. Może nadszedł czas, aby to on – zupełnie już! świadomie zamienił się z kimś swoim życiem. Podjął decyzję. Skinął szybko na barmana.
Po czym przysunął do siebie popielniczkę. Nie odczuwał żadnych skrupułów, aby w otoczeniu gęstego papierosowego dymu oraz szklaneczki z grubo ciętego szkła, zrobić krok w bok.

„Korzystaj ... z życia... chłopie – patrz na mnie” – bełkotał niejednokrotnie Grzegorz po powrocie z kolejnej, mocno zakrapianej alkoholem imprezy, by po chwili paść nieprzytomny na nieposłane od dwóch dni łóżko. Nie był zainteresowany takim sposobem spędzenia tych kilku lat na studiach. Mógł jednak znaleźć swój własny. W głowie krystalizował mu się powoli, aczkolwiek sukcesywnie, pewien plan. „Może nadszedł czas, aby po raz kolejny skorzystać ze spadku?” – pomyślał, po czym dopił drinka i poszedł w stronę parkietu. Zdał się na swój "instynkt łowcy" i …
Następnego dnia, wracając do mieszkania poczuł, że może jednak sprawdzić się w tej nowej roli.

***
Przez okna zajrzał księżyc. Los oderwał palce od klawiatury i chwycił nimi machorkę i krzesiwko. Zapisał dziś trochę stron. Zasłużył na chwilę przerwy. Głęboko wciągnął mleczny dym. Po chwili znowu przeniknął przez granicę swojej wyobraźni.

Nie sądziła, że złamie daną sobie spontanicznie obietnicę, że …
nigdy więcej nie zawita do miejsca, które na własne potrzeby nazywała „Miastem z przeszłości”. Cóż, z pewnością była to większa aglomeracja. To właśnie tutaj przyszło jej spędzić ponad 5 lat.
„Całkiem spory kawałek czasu – prawie 1/6 długości mojego życia" – pomyślała ...

Wiadomość o firmowym wyjeździe integracyjnym, którą odebrała dwa tygodnie wcześniej lekko namieszała w jej psychice. Nie chciała tam jechać. Nie miała jednak specjalnie wyjścia.
Szczęśliwie dla niej, większość Towarzystwa w krótkim czasie zaaplikowała sobie taką dawkę procentów, że ... każdy przestał "śledzić" zachowanie współ-pracowników. To była dla niej szansa - okazja, aby wymknąć się niepostrzeżenie.
Bez konieczności opowiadania wymyślonych na poczekaniu - choć możliwych ... historyjek. 
Z prawdziwą ulgą zamknęła za sobą drzwi. Miała nadzieję, że nikt jej nie zauważył. W końcu nigdy nie pchała się na afisz i nie marzyła o "gwiazdorskiej obsadzie" ... Nogi poniosły ją znajomą trasą. Ze zdziwieniem uświadomiła sobie, że znalazła się znowu na … a może raczej … w - jednej z dzielnic swojego rodzinnego miasta. Była pewna, że tam brama – jak zawsze – będzie zachęcała do tego, aby wejść. Z zaskoczeniem zarejestrowała, że … tym razem jednak nie spotka się z Gospodarzami osobiście.

- Co teraz? – usłyszała znienacka słowa, wypowiedziane miękkim tonem, zdecydowanie jednak męskim i obróciła się o 180 stopni. W tej samej chwili spojrzenia dwóch "Nieznajomych" sobie Osób zetknęły się i … nieoczekiwanie wywołały impuls. U obu … 

***
„… żeby było sprawiedliwie” – pomyślał Los i zachichotał. Potem podkręcił wąsa i oddał się dalszemu procesowi twórczemu …

- Nie mam pojęcia – odpowiedziała bez zastanowienia i wzruszyła ramionami. Nie była przygotowana na nowe znajomości i przypadkowe pogawędki. Nie miała specjalnie ochoty, aby podejmować wątek tej … rozmowy?
Nie była nawet pewna, czy tę wymianę ogólników można uznać, za dialog. Poza tym przyjechała tu przecież w innym celu – aby się zrelaksować przy dźwiękach muzyki przede wszystkim. Słów miała dość. Przynajmniej na razie. Potarła w roztargnieniu nos, natrafiając opuszkiem palca na mały brylancik. Błysnął delikatnie w świetle stojącej niedaleko lampy, jakby „puszczał oczko”. Do kogo?

- Lid-er-ka? – na dźwięk przekształconego w jej młodzieżowe pseudo imienia drgnęła. Skąd je znał? Od tak dawna nikt go nie używał …
Nagle napłynęły do niej obrazy, które od jakiegoś czasu pokryły się naturalnym kurzem wspomnień … Nudne wykłady, walka o oceny na egzaminach, a wreszcie … ten dzień, który trudno jest wymazać szybko z pamięci. Obrona i …  jej „oblewanie”. 

Impreza była wyjątkowo huczna, przeciągając się na kolejne godziny następnego dnia. Nieźle wtedy zabalowała – nawet teraz była w stanie przywołać uczucie, jakie jej potem towarzyszyło. Prawdziwy „kac Gigant”, którego nigdy więcej nie chciała doświadczać. Wspomnienia wzbudziły nagłe emocje – poczuła, jak lekko palą ją uszy ze wstydu. Dobrze, że był wieczór i on nie mógł tego zobaczyć. Powinna dopilnować jeszcze, aby nie usłyszał w jej głosie paniki, jaką zaczęła odczuwać w towarzystwie ... już nie-nieznajomego Mężczyzny. 

Rozejrzała się nieznacznie, zastanawiając się w duchu, jak wyplątać się z tej niekomfortowej dla niej sytuacji. Miała nadzieję, że ich drogi życia więcej się nie przetną. Zbyt wiele "poświęciła". Poza tym wreszcie! kilkuletnia terapia przyniosła spodziewany efekt. Wierzyła, że naprawdę wyleczyła się z miłości do niego. Nie chciała dłużej kontynuować tego – w sumie – toksycznego związku. Cóż, kiedy tak trudno było zapanować nad porywami serca. Był wtedy dla niej jak narkotyk – obiecywał najbardziej niesamowite doznania, o których wcześniej się jej nawet nie śniło i ...
... trzeba przyznać, że dotrzymywał słowa. 

Niestety jednak, z każdym dniem oplatał ją coraz bardziej, odbierając zdolność logicznego myślenia. Jakby rzucał na nią jakiś urok, zamieniając w bezwolną marionetkę.
Trochę jednak zbyt późno to zrozumiała.

... a może właśnie TERAZ!
należało zrobić wreszcie "krok w bok"?
- by uniknąć ... 'czołowego zderzenia' ..


Nie szukaj już
proszę
drogi
do moich ust
zaciśniętych
w niemym gniewie


Nie dobijaj się
więcej
do bram
mojego serca
kołaczącego
nerwowo w piersi


Poniechaj wreszcie
odkrywania
tajemnic
mojego umysłu
próbującego
wyciągnąć wnioski


Zapomnij
o delikatnym
dotyku
mojego ciała
- ulegało ci
zbyt często


Teraz
i tu - jestem
na 100%! kimś innym ...



- wyszeptała miękkim, lekko drżącym od emocji tonem, po czym .... znajomym zwinnym ruchem musnęła wargami jego policzek. Otulił go przez chwilę znajomy zapach. Otumanił może nawet, gdyż - zanim się ocknął, jej już nie było ...

"Ja również" - miał ochotę zakrzyknąć, ale ... jego cudownie Uwodzicielski głos, który potrafił oczarować duszę niejednej Kobiety, niespodziewanie ... napotkał dźwiękoszczelną ścianę, przez którą nie potrafił się przebić.
Patrzył bez-Namiętnie - za oddalającą się powoli sylwetką Kobiety. 
Tej, Której mógł pomóc w odzyskaniu ... Wiary w Miłość.



#mojaKwarantanna2020
#zostańwdomuPiszKsiążkę

poniedziałek, 16 marca 2020

"Gwałtu, rety! ..."

- Co się dzieje?
- Nic takiego - to tylko ... moja wyobraźnia szaleje ...
[ tylko jeszcze do końca nie wiem, pod wpływem czego ... ]

Może to kwestia skojarzeń z wydarzeniami, które miały miejsce w moim życiu i odcisnęły na nim jakiś SWÓJ ŚLAD. A myślę tu przede wszystkim o kolejnym fantastycznym koncercie Grupy Muzyków - tworzących Zespół SUNSET BULVAR, która pochłania ostatnio wiele moich myśli - wraz ze zwiększającą się liczbą nowych pomysłów w ramach współpracy. Tym razem Ich występ był na Mokotowie w uroczej RESTAURACJI serwującej głównie dania typowe dla kuchni włoskiej. Nawiasem mówiąc nabrałam chęci, aby spróbować tej zachwalanej przez Ulę carbonary ...

Na razie jednak - spadła nam przecież na głowy kwarantanna - muszę "obejść się smakiem", nie wiedząc na dodatek, kiedy nadarzy mi się znowu okazja wycieczki na ul. Bobrowiecką 10.
Co robi w takiej sytuacji kobieta, która najchętniej w ogóle nie wchodziłaby do kuchni - no chyba, że po jakiś ... smakołyk lub kawę?

Dokładnie tak ...
idzie do swojej kuchni, wyjmuje garnki, to co znajdzie w szafce i lodówce i ...



Tak! Zapiekanka z makaronu i warzyw. Kurczę! i co najfajniejsze, naprawdę nieźle mi wyszła.
Nie sądziłam, że potrafię w siebie tyle ... jedzenia wepchnąć za jednym razem.

To jednak nie koniec tej oto - może na razie dość nieskładnej - opowieści.
Gdy już postawiłam na stole dzieło, które powstało pod wpływem spontanicznej potrzeby "kucharzenia", poczułam ... że po takiej uczcie przydałby się deser.
I zaczęłam się zastanawiać, czy ja mam coś, co mogłoby taką rolę odegrać.

Wtedy napłynęło do mnie kolejne skojarzenie - tekst, który opublikowałam tu na blogu, jedno z pierwszych opowiadań, które ... można chyba nawet uznać za COŚ SŁODKIEGO

Rzadko wracam do swoich tekstów z gatunku prozy. Częściej natomiast przypominają o sobie wiersze. Może dlatego, że są utkane głównie z emocji - a tych doświadczamy każdego dnia.
Czytając ten tekst też je poczułam.

Czasem używa się pojęcia: "efekt domina".
Myślę, że u mnie on nastąpił i nagle poczułam, że muszę to opisać - ale jakoś tak zgrabniej, z polotem - na wzór ROBERTA MINIATUR, które uwielbiam.

Czy mi się udało?
Wrażenia i Emocje pozostawiam Wam ...
a oto zwariowana rymowanka:

gwałtu? Rety! co się stało?
że tak nagle Panią ...
w stronę mojej kuchni
coś! dzisiaj - może Emocja -
spontanicznie porwało ...?

- sama nie wiem - kręcę głową ...
bo na cóż mi samej -
dziś! z makaronu zapiekanka
jeśli w mojej kuchni
Kogoś mi - brakuje - może ...

tego - z fantazji utkanego-
Wrażliwego kochanka?

piątek, 13 marca 2020

COŚ DLA UCHA i podniebienia

Mimo, że – jak się często mawia „czas nie stoi w miejscu”, to … niektóre rzeczy pozostają jednak niezmienne w moim życiu. Jak choćby to, że – nadal nie jestem znawcą muzyki. Daleko mi też, do zaszczytnego miana Smakosza. Wieść rodzinna niesie zresztą, że w dzieciństwie byłam strasznym niejadkiem – niewykluczone zatem, że ten brak zainteresowania kulinarnymi tematami pozostał we mnie do dziś. Co jeszcze udało mi się zachować? Chyba coś takiego, co nazwałabym krótko:
„Dusza Powsinogi”.

Może będą Tacy, którzy się ze mną zgodzą, że – nie jest łatwo robić coś przeciw własnej Naturze … mnie, odkąd pamiętam ciągnęło do innych Ludzi – chyba byłam Ich ciekawa.
Przy okazji mogłam ZOBACZYĆ nowe miejsca, posłuchać opowieści z klimatem i sprawdzić się w werbalnych interakcjach.
Ostatnimi czasy jednak, stałam się … hmmm … powiedzmy, że dość wybredna i swój udział w takich kulturalno-towarzyskich wydarzeniach – na które ostatnio jestem zapraszana – dokładnie analizuję pod kątem własnych korzyści, przyjemności. Cóż, samo życie …

Trzeba przyznać Robertowi, że format organizowanych przez Niego koncertów Zespołu o nazwie  „Sunset Bulvar”, z którym dość blisko obecnie współpracuje – spełnia moje oczekiwania.
Fajnie, że tę Muzyczną Grupę można spotkać w różnych warszawskich lokalach (przykładowo
w Centrum-StareMiasto – „U pana Michała” oraz obok stacji Metro ONZ – „La Lucy”
- oba występy widziałam na własne oczy, o czym pisałam na blogu w grudniu oraz w lutym.
Może już wkrótce – trzymam mocno kciuki! – będą pojawiać się również na Mokotowie.

Skąd ta Euforia?
Odpowiedź jest dość prosta – przyjeżdżając na Ich koncerty, mam też możliwość poznania nowych miejsc. A nie oszukujmy się … z czasem człowiek „wypada z obiegu” (innymi słowy więcej czasu spędza w pracy i domu), a gdy chce wreszcie! spotkać się ze Znajomymi, to nie wie, gdzie pójść. Można więc powiedzieć, że te moje podróże po Warszawie – dzięki Robertowi – mają nie tylko kulturalny wątek, ale też i edukacyjny charakter.
Przynajmniej dla mnie.


Poza tym …  czasem dobrze jest wyjść z tzw. „strefy komfortu”, czyli poza znajome okolice i – jak w tym przypadku, ja – pojechać na Mokotów. Tę warszawską dzielnicę co prawda znam średnio, ale główne „szlaki komunikacyjne” ogarniam. Ponadto … nazwa ulicy – Bobrowiecka (10) – kojarzyła mi się z siedzibą pewnej Uczelni. Można więc było wysnuć przypuszczenie, że tym razem nie ma opcji, abym się gdzieś po drodze zgubiła. I proszę!
Ileż to może dobrego zdziałać takie „pozytywne nastawienie” … - mimo bowiem pewnych zawirowań w „komunikacji naziemnej”, z której korzystam obecnie dużo rzadziej, bez większego trudu trafiłam pod właściwy adres!
Restauracja Bianco-e-Verde, w której miał wystąpić wspomniany wcześniej Zespół Sunset Bulvar okazała się – z wielu powodów – bardzo sympatycznym miejscem. Tym, którzy będą chcieli po raz pierwszy dotrzeć tutaj innym autobusem niż 107 lub 119 wspomnę tylko, że idąc
od skrzyżowania do przodu, będą musieli minąć szereg budynków mieszkalnych, które przebojem wdarły się w krajobraz ulicy. A tuż niemal za nimi przycupnęła sobie wspomniana włoska knajpka o całkiem sporej przestrzeni, która pozwala nie tylko na to, aby swobodnie tutaj zjeść
w trochę większym towarzystwie, ale również zorganizować koncert.


To naprawdę sympatyczny lokal – kto wie, może zadomowił się tu dawno temu „Anioł Miejsca”, o którym kiedyś podczas wykładu w Lanckoronie mówił prof. Mirek z Krakowa i dlatego restauracja ma taką pozytywną energię. A może stało się tak za sprawą samego Właściciela, który jednocześnie jest Szefem Kuchni i wkłada serce w to, co robi …

Domowy obiad wypełnił mnie po brzegi, więc tym razem opinia o serwowanych tu daniach opiera się wyłącznie na zdaniu moich Znajomych.
A ci wydawali się bardzo zadowoleni z zamówionych potraw. Podobno warto zainteresować się makaronem carbonara


oraz pizza’mi.


Także … jeśli szukacie miejsca na spotkanie w gronie Znajomych, gdzie można zarówno smacznie zjeść, jak i pogadać, warto rozważyć ten właśnie lokal. Ja z przyjemnością go jeszcze kiedyś odwiedzę – szczególnie wtedy, gdy Sunset Bulvar zdecyduje się tu znowu wystąpić.


Pewnie nie raz to powtórzę, ale dla mnie każdy Ich koncert jest wyjątkowo miłym wydarzeniem. Zespół nie tylko odkrywa przede mną nowe miejsca w Warszawie, ale także wprawia w dobry nastrój swoją twórczością. Kolejnym plusem jest fakt, że nie posiadają sztywnego repertuaru - zmienia się on na każdym Ich występie. Owszem, niektóre piosenki weszły do niego na stałe
– ale to w sumie dobrze, bo brzmią moim zdaniem nawet lepiej od oryginałów.  A myślę tu choćby o utworach: „Be the one” (Dua Lipa) oraz „September” (Earth, Wind & Fire) – uwielbiam oba te covery. Podobnie jest z utworem „Purple Rain” (Prince) – którego mogłabym w Ich wykonaniu słuchać bez końca. Ostatnio nawet przychylniejszym okiem patrzę na utwór „Taka Warszawa” (Beata Kozidrak) oraz piosenkę „Prowadź mnie” (Kasia Kowalska).


Myślę, że to zasługa jedynej w tej Grupie Kobiety, która oprócz wspaniałego głosu, ma piękną dykcję i wymowę. Nie trzeba się domyślać, o czym śpiewa – co ma największe chyba znaczenie podczas prezentacji autorskich piosenek, do których polski tekst stworzył wspomniany Robert. Może podczas jakiegoś występu Zespół skusi się na ograniczenie liczby angielskich coverów,
na rzecz rodzimych utworów lub właśnie tych swoich. Prace nad materiałem na płytę wszak już trwają, a te ich wspólnie stworzone piosenki brzmią rewelacyjnie. Jednym z moich ulubionych jest utwór „Na rozstajach”, choć i „Mania” – ma swój niezaprzeczalny czar.

Fajnie, że Grupę coraz częściej można oglądać na żywo i czerpać z Ich koncertów pozytywną energię. Gołym okiem widać, że odczuwają prawdziwą radość z występowania
przed publicznością, szybko zjednując sobie takim zachowaniem jej przychylność. Może też dlatego, że wszyscy starają się zachować z nią kontakt – choćby zachęcając do wspólnego śpiewania, czy rozdając – jak Jowita – cudownie promienne uśmiechy.

Osobiście będę długo wspominać ten niedzielny marcowy wieczór – wspaniałe zakończenie „Dnia Kobiet”. Indywidualne rozmowy z Jowitą, Krzyśkiem, Markiem i Marcinem oraz Robertem pozwoliły mi lepiej poznać każdą z osób. Zaciekawili mnie tak bardzo, że chyba …

… ale to już inna historia 😊

niedziela, 8 marca 2020

Nabrałam chęci na ...

Lubię niekiedy celebrować pewne chwile. Tak przyjemnie jest usiąść w wolny dzień z kubkiem gorącej kawy z dodatkiem mleka i bez pośpiechu podumać.


O czym? A choćby o tym, że …
dołączając do projektu „Rok w Lanckoronie” wiedziałam, że będę miała okazję więcej podróżować. Nie przypuszczałam jednak, że po jakimś czasie kierunek naszych wspólnych wypraw z Małgosią i Anią dość radykalnie się zmieni. Propozycja współpracy, którą otrzymałyśmy od poznanego w ubiegłym roku Waldka – mieszkającego na co dzień w Malborku – była na tyle intrygująca, że postanowiłyśmy w przedostatni dzień lutego ruszyć nie na południe, lecz na północ.

Tym razem nie musiałyśmy się specjalnie spieszyć, ponieważ pierwsze spotkanie zaplanowane było dopiero po południu. Fakt ten jednak nie wpłynął w żaden sposób na standardową godzinę naszego wyjazdu z Warszawy. Wkrótce miałam zrozumieć, dlaczego Małgosia zarządziła wczesną pobudkę. Dzień – wbrew wcześniejszym prognozom – zapowiadał się całkiem sympatycznie, niewykluczone że za sprawą budzącego się powoli słońca.


To miłe, że zechciało nam towarzyszyć podczas podróży, a nawet zgodziło się pozować do zdjęć na tle pozawarszawskich krajobrazów – znalazł się bowiem czas na małe sesje plenerowe.
Oto i cała tajemnica porannej godziny wyprawy.




W sumie, to nie dziwię się Dziewczynom, że uległy swojej fotograficznej pasji.
Podczas naszych dwóch ostatnich podróży nie było możliwości zrobić tego rodzaju przystanków. Poza tym teraz jechałyśmy w zupełnie innym kierunku, więc nowe widoki aż się prosiły, by je zachować w kadrze. Taki swoisty przedsmak tego, co czekało nas na Żuławach.
To tam się wybierałyśmy. 

Jedną z pierwszych rzeczy, które nas chyba urzekły, to właśnie krajobrazy. Trudno jest przejść obojętnie obok takich widoków.

Na drodze w kierunku Białej Góry

Okolice śluzy, gdzie Wisła łączy się z Nogatem

Przed wyjazdem Dziewczyny lojalnie mnie uprzedziły, że nie pozwolą mi na zbyt długi sen. Jak można się domyślać, perspektywa kolejnych wczesnych pobudek – na dodatek w weekend – nie wydawała mi się specjalnie atrakcyjna. Gdy jednak moim oczom ukazały się takie obrazy, szybko zapomniałam o śnie i wybaczyłam swoim Koleżankom, że wyrwały mnie z objęć ciepłej pościeli.

Droga do śluzy

Droga do śluzy

Zapewniam, że te moje zdjęcia to zaledwie namiastka tego, co zobaczyłyśmy podczas naszej wyprawy. Dziewczyny zatrzymały w obiektywach swoich aparatów dużo więcej wspaniałych widoków. Będzie je można już niedługo oglądać na nowej stronie naszego wspólnego projektu
pt. „Rok na Żuławach”. Serdecznie zachęcam, aby polubić tę stronę na facebook’u 

Żuławy po tej zimowej podróży będą mi się jednak kojarzyć nie tylko z pięknymi krajobrazami. Moja sympatia do tej krainy powstała także dzięki poznanym tam ludziom.
Zasłuchałam się w opowieściach pana Bernarda – kustosza Muzeum Zamkowego, historyka
i kolekcjonera, który okazał się niezwykle sympatycznym i interesującym człowiekiem.
Mam nadzieję, że przy kolejnej naszej wizycie uda się nam dłużej porozmawiać i zobaczyć zbiory, o których tak ciekawie opowiadał.  
Nić porozumienia szybko nawiązała się również z Beatą prowadzącą pracownię ceramiczną i to nie tylko ze względu na tak pięknie przygotowany poczęstunek oraz sympatię do Lanckorony, którą też kiedyś odwiedziła.


Nasza nowa Znajoma zarówno tworzy piękne prace, jak również bardzo aktywnie działa na polu edukacji regionalnej w szkołach. Z przyjemnością słuchałam o realizowanych przez Nią projektach, takich choćby jak „Mistrz Tradycji”. Podejrzewam, że jeszcze wiele ciekawych rzeczy mogłaby opowiedzieć i liczę na to, że wkrótce uda się nam spotkać ponownie.
Przyznam, że z lekkim ociąganiem żegnałam gościnne progi pracowni – było na co popatrzeć …


Kolejnych Pasjonatów poznałyśmy w Miłoradzu. Jeśli będziecie w okolicy, koniecznie zajrzyjcie do niezwykłego miejsca, które zwie się Dawna Wozownia. Powstało dzięki pani Kasi oraz panu Jankowi i pełne jest pamiątek z dawnych lat, o których Gospodarz mógłby opowiadać bez końca.




Tam nawet stół, przy którym siedzieliśmy, zajadając pyszne domowe ciasteczka ma swoją niesamowitą historię. Z pewnością i tu chętnie wrócimy, może nawet nie raz.

Na długo zapamiętam także spotkanie z panią Danutą, która jest sołtysem w miejscowości Lubieszewo i zgodziła się pomóc nam w obejrzeniu gotyckiego kościoła z XIV wieku, pełniącego rolę Sanktuarium. Nie miałam pojęcia, że każdego roku w lipcu odbywa się tutaj największy
na Żuławach odpust. Wnętrza kościoła są naprawdę przepiękne. Dziewczyny robiły zdjęcia, a ja ucięłam sobie w tym czasie pogawędkę z panią Danutą, która okazała się istnym wulkanem energii i chętnie dzieliła się różnymi ciekawymi informacjami. Przyznam, że z niekłamanym podziwem słuchałam opowieści o podejmowanych tu inicjatywach – z przyjemnością poznałabym bliżej tę miejscowość oraz jej tak aktywnych mieszkańców.
Osobą, która po tym weekendzie będzie mi przychodziła na myśl, gdy wspomnę o Żuławach jest także pan Mariusz z miejscowości Żuławki – właściciel jednego z charakterystycznych dla tego regionu domów podcieniowych. Trochę spontaniczne spotkanie w kroplach deszczu – pogoda bowiem sobotnim popołudniem jednak się zmieniła – zaowocowało wymianą kontaktów, jak również obietnicą pokazania wnętrz tego pięknego budynku, odbudowanego i podobno w pełni wyposażonego na wzór z dawnych lat.

Żuławy mają bowiem wiele ciekawych miejsc, które warto odwiedzić ze względu na historię oraz architekturę. Oprócz wspomnianych wcześniej zabytków z Lubieszewa i Żuławek warto zobaczyć największy na tym terenie cmentarz mennonicki w Stogach.



Kim byli Mennonici? Z opowieści, które miałam okazję usłyszeć wyłania mi się obraz niezwykłych osadników, którzy potrafili dzięki ciężkiej pracy z sukcesem zagospodarować ziemie w dużej mierze depresyjne i zalewowe. Mam nadzieję, że z każdą wizytą będę dowiadywać się więcej na ich temat od ludzi tu mieszkających. Osobiście uważam, że o wiele przyjemniej jest zdobywać wiedzę w taki sposób, niż szperając w internecie.

Miejscem, do którego moim zdaniem należy też zajrzeć jest kościół poewangelicki w Nowym Stawie, który od 2012 roku pełni rolę Galerii Żuławskiej, popularnie zwanej „Ołówkiem”.
W sobotnie słoneczne przedpołudnie budynek prezentował się wspaniale.


Dzięki pomocy jednego z mieszkańców oraz pana Bartka z Nowostawskiego Centrum Kultury
i Biblioteki mogłyśmy przekonać się również, co kryją jego wnętrza




– także te mało dostępne. 


Przyznaję, że na początku zejście z lekka mnie przeraziło, ale ostatecznie ciekawość zwyciężyła. Jak widać moje Koleżanki poszły za moim przykładem.


Trochę żałuję, że nie dałam rady wejść na samą wieżę zegarową, choć postanowiłam podjąć taką próbę. Dość wąskie i kręte drewniane schody oraz panujące - od pewnego momentu ciemności, skutecznie jednakowoż, obniżyły moją motywację do zdobycia szczytu. Może następnym razem wykażę się większą odwagą.
Tej trochę zabrakło mi także w Kleciu, gdzie miałyśmy zobaczyć kolejny dom podcieniowy. Wyszłam co prawda z samochodu, ale wyjątkowo podejrzliwe zachowanie tubylców sprawiło, że szybko skryłam się w nim ponownie. 


Odwiedzając Żuławy koniecznie trzeba też pojechać do Malborka, choć odnośnie przynależności tego miasta do regionu, zdania są podzielone.
Zamek – największa chyba atrakcja – robi wrażenie zarówno w godzinach wieczornych


jak i porannych


Co jeszcze pozostanie mi w pamięci z tego zimowego wyjazdu?
Z pewnością pierwszy kontakt z kuchnią żuławską. Tej miałyśmy okazję spróbować, odwiedzając dom podcieniowy „Mały Holender” w miejscowości Cyganek/Żelichowo. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że – w przeciwieństwie do moich Koleżanek – fanką zupy klopsowej nie zostanę. 


Może jednak dlatego, że jej smak za bardzo przypomina mi żurek, tudzież barszcz biały,
za którym zwyczajnie nie przepadam. Może następnym razem spróbuję innej potrawy – choćby babki ziemniaczanej z boczkiem, przyrządzanej wg przepisu osadników z Wileńszczyzny, którzy przybyli kiedyś na Żuławy.

Jedno wiem na pewno. 
Nabrałam chęci, aby częściej tu się pojawiać.  





niedziela, 23 lutego 2020

Pobudzające dźwięki

Staram się dotrzymywać danego słowa. A jedną z obietnic, złożoną sobie w ubiegłym roku była moja obecność na kolejnych koncertach Zespołu, który zobaczyłam po raz pierwszy w grudniu. Nie jestem znawcą muzyki, ale potrafię chyba w miarę jasno określić, co mi się podoba.
Tamten występ ludzi tworzących Grupę o nazwie Sunset Bulvar naprawdę mnie zachwycił. Chciałam zatem znowu wejść w świat, tworzonych przez Nich dźwięków. Na moje szczęście Robert, który zaprosił mnie wtedy, zrobił to ponownie. W taki oto sposób znalazłam się 22 lutego na ulicy Freta, gdzie mieści się lokal „U pana Michała”.

foto: Urszula Lasota

Nie przypominam sobie, abym tam kiedykolwiek gościła, choć oczywiście okolice były mi znane. Zdjęcia w internecie obiecywały sympatyczną przestrzeń, zatem nie mogłam doczekać się tego wieczoru. Szybko przekonałam się, że osób, które chciały zobaczyć kolejny występ wspomnianego Zespołu było bardzo dużo – niewykluczone, że od tamtego wydarzenia zyskali całkiem spore grono sympatyków. Być może to z tego powodu – choć do początku koncertu było sporo czasu – wcale nie było mi tak łatwo znaleźć dogodne miejsce. Sala, mimo że klimatyczna


była trochę mniejsza, niż w moich wyobrażeniach i obawiałam się, czy nie będzie dla mnie zbyt głośno. Okazało się jednak, że osoba która podjęła się zapewnienia dobrej akustyki, świetnie się wywiązała z tego zadania. Kolejnych gości z każdą minutą przybywało i w pewnym momencie nawet naszły mnie wątpliwości, czy wykonawcy będą mieli wystarczająco miejsca.
Nie doceniłam Ich jednak …

Szybko przekonałam się, że nawet w takiej mocno okrojonej dla siebie przestrzeni potrafią dać świetny koncert. Energia perkusisty znowu sprawiła, że cajon ożył pod dotykiem jego sprawnych rąk, wydobywając z siebie fajne dźwięki. Przyjemność, czy może nawet radość z grania widać było też po basiście Marku, który co jakiś czas pozwalał sobie nawet na spontaniczne wywijanie gitarą – choć w mojej ocenie za wiele miejsca na to nie miał. Mój wzrok często zatrzymywał się też na skupionej twarzy gitarzysty, ale wciąż powracał do wokalistki.
Nieodmiennie jestem pod wrażeniem siły i barwy Jej głosu oraz tego, z jaką swobodą zaśpiewała te wszystkie zaprezentowane piosenki. Z pewnością jest to wyłącznie moja subiektywna ocena, ale myślę, że taki utwór jak „Be the one” (Dua Lipa) nie jest tak łatwo wykonać. Bardzo fajnie brzmiał mi też w uszach „September” (Earth, Wind & Fire), który – jak podejrzewam – wszystkich obecnych lekko rozbujał, wprowadzając w dobry nastrój.
Największym zaskoczeniem był dla mnie cover jednej z moich ulubionych piosenek, a myślę tu
o „Enjoy the silence” (Depeche Mode). W głowie tkwił mi bowiem uparcie oryginał i nowa aranżacja była sporą niespodzianką. W sumie jednak całkiem udaną, choć … pewnie potrzebuję czasu, aby się z taką jej wersją oswoić. Świetnie na pewno – i to nie tylko w moim odczuciu, sądząc po reakcjach zgromadzonych osób, które dołączyły do wspólnego śpiewania – zabrzmiał utwór „Purple Rain” (Prince).
Tych piosenek zachęcających gości do większej aktywności było oczywiście więcej. Niektórzy to nawet dali się im tak porwać, że nie byli w stanie usiedzieć i znaleźli sobie miejsce na całkiem żwawe pląsy.

Cieszę się, że Zespół po raz kolejny umieścił w swoim koncertowym repertuarze autorskie utwory, stworzone wspólnie z Robertem Baranowskim – odpowiedzialnym za teksty. Brzmią naprawdę rewelacyjnie i jak dla mnie były taką swoistą „wisienką na torcie” tego sobotniego wydarzenia. Śmiało mogę też napisać, że ponownie pobudziły mój apetyt na płytę tej Grupy. Mogę się domyślać, że praca nad nią wymaga czasu, ale mam jednak nadzieję, że Muzycy będą mieli na względzie oczekiwania Swoich sympatyków, których pewnie będzie przybywać z każdym Ich występem.
A te już w sumie niedługo:

29 luty 2020 – godz. 20.30 – „U Pana Michała”
7 marca 2020 – godz. 20.30 – Pub „Warsaw”

Szczegółowe informacje zapewne wkrótce znajdziecie na stronie Zespołu.

Osobiście uważam, że to świetna propozycja na spędzenie najbliższych sobotnich wieczorów i ze swojej strony POLECAM serdecznie wpisać daty do kalendarza. A jeśli Ktoś z Was miałby chęć już teraz pobudzić z lekka swoje zmysły, to zachęcam do obejrzenia tego oto filmiku autorstwa pana Stanisława Dominiaka - LINK

czwartek, 13 lutego 2020

Łatwiej powiedzieć, niż ...

Gdy zadzwonił telefon, widok wyświetlającego się na ekranie komórki imienia wzbudził w niej niechęć do tego – bądź, co bądź przydatnego – sprzętu. Nie chciała z nim rozmawiać. Spotkali się niecały miesiąc temu i oczywiście znowu padło sporo gorzkich słów. Z obu stron. Wzajemnych żali i pretensji, które narastały od dłuższego czasu. Wiedziała, że z pewnych względów trudno było tak zupełnie się nie widywać. Mieszkali przecież w jednym mieście, a ono wcale nie było jakąś metropolią. Nie była mocna ze statystyki – w końcu miała poprawkę z tego przedmiotu na studiach – ale z pewnością szanse na takie nawet przypadkowe dość spotkania były duże. Nic nie mogła na to poradzić, więc poniechała rozmyślań na ten temat. Gdy wpadali na siebie nie unikała przywitania się i krótkiej wymiany standardowych „grzeczności”. Nie była jednak w stanie przemóc się, aby odbudować ich dawne relacje. Próbowała czasem zrozumieć jego postępowanie, ale … chyba jednak brakowało jej empatii. A może wciąż przemawiała przez nią jakaś gorycz, która budziła się w niej przy niemal każdym kontakcie. Oczywiście miała świadomość, że też nie jest bez winy. Nie miała łatwego charakteru i może za często chciała narzucać własne zdanie.
„Lubię siebie taką, jaką jestem” – przytoczyła w myślach słowa, które jak mantrę recytowała kiedyś razem z innymi na jednym z obowiązkowych szkoleń, będących stałym punktem wszelkich firmowych wyjazdów integracyjnych. Może i powtarzanie tego zwrotu miało jakiś głębszy sens. Ona go nie widziała. Do czasu. Od niedawna czuła bowiem, że te słowa trzymają ją w pionie za każdym razem, gdy miała stanąć z nim twarzą w twarz lub choćby porozmawiać przez komórkę. Czego tym razem chciał? Po co dzwonił? Miała nadzieję, że przeprowadzając się w inne miejsce nie będą widywali się zbyt często. Potrzebowała czasu, aby poukładać sobie w głowie pewne sprawy. Uporczywy dźwięk dzwonka wyrwał ją z chwilowego zamyślenia. Wiedziała, że musi odebrać. Był uparty i na pewno dzwoniłby do skutku. Westchnęła więc tylko do siebie i wzięła telefon do ręki, próbując uspokoić bicie serca.

- Cześć – przywitała się krótko mając nadzieję, że uda się jej zapanować nad emocjami.

- Cześć i czołem! Mam niespodziankę dla ciebie. Będę za pół godziny. Jesteś w domu? – co oznaczał ten jego zbyt wesoły, jak na jej gust ton? Zaciekawienie jednak wzięło górę. Zawsze potrafił ją zaintrygować. A ona, mimo ukończonych trzydziestu kilku lat wciąż zachowywała się jak mała dziewczynka na dźwięk słowa „niespodzianka”. Szczególnie, gdy wypowiadał je on, bo budziło skojarzenia z – jak to się czasem mówi – „starymi, dobrymi czasami”.

- Jestem – odparła cicho.

- Sama? – zachichotał, co lekko ją zirytowało. Czy naprawdę musiał być aż tak wścibski?

- To nieistotne. Będę czekać przy furtce – odpowiedziała tylko. Nie zamierzała go zapraszać do siebie.

- Już się cieszę. Trochę dni upłynęło odkąd wpadliśmy na siebie. Stęskniłaś się za mną? – znowu głupkowato zachichotał, co spotęgowało obudzoną w niej irytację. Miała ochotę przerwać rozmowę, odmawiając ostatecznie spotkania. Nawet kosztem niespodzianki. – Ojejku. Żartuję przecież. Ale ok, już nie będę – zreflektował się nagle. – Jestem pewien, że nie będziesz żałować. Do zobaczenia.

Zakończył połączenie, nie czekając aż zmieni zdanie. Chciał ją znowu zobaczyć. To prawda, przez jego nieodpowiedzialne zachowanie oddalili się od siebie. Niestety na tyle, że powrót do dawnych relacji był raczej niemożliwy. Brakowało mu tej więzi, bliskości. Nie czuł takiej z nikim innym. Nie miało znaczenia, że dzieliły ich trzy lata różnicy na jej niekorzyść. „A może jednak korzyść?” – przemknęło mu przez głowę. Wszystko zależało od subiektywnego spojrzenia, a każdy miał własną perspektywę. Jemu nie przeszkadzało, że była starsza. Może nawet w jakimś stopniu ta w sumie niewielka różnica wieku była mu na rękę, bo zdejmowała z jego barków pewną odpowiedzialność. Odkąd pamiętał świetnie się dogadywali. Podziwiał ją. Mimo upływu lat wciąż była czarującą kobietą. Wiedział, że podoba się mężczyznom. Nie dziwił się więc Markowi, że bywał czasem zazdrosny o jej znajomości z innymi facetami. Odnosił wrażenie, że wobec niego też w jakimś stopniu żywi podobne uczucia. To z tego powodu zadał pytanie, czy jest sama w domu. A ona chyba coś znowu opatrznie zrozumiała, bo wyczuł w jej głosie lekką złość. Nie chciał jej denerwować. Nadal ją przecież kochał. Była wciąż dla niego ważna. Zdawał sobie jednak sprawę, że ostatnio swoim zachowaniem wzbudził w niej niechęć. Kierował się głównie swoimi potrzebami i zachciankami. Tak, bywał samolubny. Chciał jednak cieszyć się życiem. Może nigdy tak naprawdę nie wydoroślał? Otrząsnął się z rozmyślań. Miał dobry nastrój i nie chciał go sobie psuć. Nie dziś. Nie przed spotkaniem z nią. Wsiadł w samochód.

Czekał przed furtką z zagadkowym uśmiechem. Przeszła powoli przez ogród, który teraz tonął w ciemnościach, przetykanych jedynie bladym światłem stojących z rzadka latarni. Niezbyt skutecznie rozświetlały uliczkę, która kończyła się niedaleko, przechodząc w zagajnik. Za dnia lubiła tam spacerować i słuchać szumu rosnących drzew.

- Zaskoczyłem cię, co? – mrugnął do niej zawadiacko, ale tym razem nie próbował pocałować jej nawet w policzek. – Przejdziemy się?

- Mam pół godziny – zastrzegła się od razu, patrząc wymownie na zegarek. Zrobiła to specjalnie. Niespodziewany telefon trochę wytrącił ją z równowagi. Co prawda nie miała jakiegoś wyszukanego planu na wieczór – zamierzała go w spokoju spędzić z książką. Lubiła niekiedy zostawać na weekend sama w domu. Mieli z Markiem od jakiegoś czasu taką niepisaną umowę, że raz w miesiącu zabierał syna na jakąś wycieczkę z noclegiem. Cieszyła się, że mają taki dobry kontakt. Nie każdy przecież facet sprawdzał się w roli ojca. Te ich „męskie wypady” zacieśniały między nimi więzy, a jej dawały chwilę tylko dla siebie. Mogła odpocząć od typowych, codziennych obowiązków. Często spotykała się wtedy ze znajomymi lub … zostawała w domu – jak dziś, aby poczytać lub obejrzeć swoje babskie seriale, za którymi oni nie przepadali. Świadomość, że może wtedy swobodnie dysponować czasem, działała na nią kojąco. W takich chwilach odzyskiwała pewne poczucie wolności, które niekiedy zatracała w ferworze codziennych obowiązków. Nie zamierzała z tego rezygnować. Tymczasem zmieniała plany. Dla niego – po raz nie wiadomo który. Nie mogła pojąć swojego zachowania. Nie była mu nic winna. Był dorosłym facetem, który musiał wreszcie wziąć odpowiedzialność za to, co robił. Zbyt łatwo do tej pory przychodziło mu wiele rzeczy. Za rzadko ponosił konsekwencje podejmowanych pochopnie decyzji.

- Wystarczy. Nie zajmę ci dużo czasu. Nie jesteś ciekawa, jaką mam dla ciebie niespodziankę? – zagadnął, kiedy ruszyli z miejsca.

- Co ty znowu wymyśliłeś, co? Jest wpół do jedenastej. Wyszedłeś z imprezy bez Marty? – Ostatnie pytanie wymknęło się jej znienacka z ust, choć miało zostać zadane wyłącznie w myślach. Nic jednak nie mogła poradzić, że odczuwała lekkie rozdrażnienie.

- Wyluzuj. Chciałem cię zobaczyć i … tak niezobowiązująco pogadać – odparł pojednawczo, wyczuwając, że się lekko nastroszyła.

- Pogadać? O czym niby? Mamy sobie jeszcze coś do powiedzenia? – rzuciła gniewnie, wspominając ich ostatnie spotkanie.

- Myślę, że tak. Za dużo rzeczy nas łączy, mimo … – zawahał się, jakby nie był pewien jak to ująć. – Dobra, nieważne. Możemy nie gadać, jeśli nie chcesz. Przespacerujmy się, jak kiedyś się nam to zdarzało – odparł, po czym sięgnął po paczkę papierosów. Zatrzymał się, wyjął jednego i zapalił. Zaciągnął się łapczywie, przytrzymując powietrze na dłużej. Gdy je wypuścił, doleciała do niej charakterystyczna woń. – Proszę – podał jej jointa. – Oto moja niespodzianka. Pewnie dawno nie miałaś okazji, bo … „robiłaś to chyba tylko ze mną” – dokończył w myślach. Wiedział, że Marek nie pochwalał żadnych nałogów. Gdy przypadkowo spotkali się na jakimś koncercie, szybko okazało się, że nawet alkohol pijał sporadycznie. Na dodatek gustował wyłącznie w wytrawnym czerwonym winie, którego on sam nie znosił. Ciekawe, jak by zareagował, gdyby dowiedział się, co teraz robi jego kobieta. Chciał jednak wprowadzić ją w dobry nastrój. On już taki miał, bo zanim się z nią zobaczył, zdążył wypalić jednego. – Wyjeżdżam z Maksem w następny weekend. Wspominał ci o tym? – odezwał się, chcąc przerwać panującą między nimi ciszę. Lekko mu ciążyła, a on był ciekawy, co opowiedział jej syn.

- Owszem, mówił mi coś o tym – nie była pewna, jaki cel miało to pytanie. Potrzebował się upewnić, że stanie po jego stronie? Nie tym razem. Nie mogła tego zrobić po tym, co usłyszała od chłopaka. – Uważam, że źle postępujesz.

- Łatwo jest podejmować decyzje z tylnego siedzenia, prawda? – rzucił mimochodem, ale ona wyczuła w tych słowach poirytowanie.

„Może czas, abyś to ty wreszcie usiadł na przednim …” – odpowiedziała gniewnie. Tym razem zrobiła to jednak wyłącznie w swoich myślach. Nie chciała zaogniać konfliktu między nimi, który trwał od jakiegoś czasu. I pomyśleć, że kiedyś tak świetnie się dogadywali. Rodzina i znajomi chyba nawet zazdrościli im tej więzi, jaka łączyła ich od wielu lat. „Rany! Ale jestem stara …” – pomyślała spontanicznie, a potem się roześmiała. Tak cichutko, aby on nie usłyszał. Ogarnęło ją uczucie lekkości, jakby opadły z niej łuski wszelkich stresów, jakie ostatnio odczuwała. Przywołała się jednak do porządku. On pewnie opatrznie odbierze jej rozbawienie i raczej nie będzie to interpretacja korzystna dla niej. Już nie …

- Co chcesz usłyszeć? – zadała to pytanie najbardziej łagodnym tonem, na jaki było ją stać w tej chwili. Przystanęła raptownie i zagrodziła mu drogę, spoglądając prosto w twarz.

„Zawsze będziesz tonąć w głębi jej oczu …” – myśl napłynęła znienacka. Drgnął mimowolnie od dreszczu, który raptownie przeszedł go po plecach. Jej zielone – w przeciwieństwie do jego – źrenice nieodmiennie go hipnotyzowały. Było tak, odkąd tylko sięgał pamięcią. Nadal nie potrafił się wyzwolić spod ich wpływu.

- Ponawiam pytanie. Co mam ci powiedzieć, żebyś poczuł się lepiej? Czego właściwie ode mnie oczekujesz? – uśmiechała się, ale w jej oczach dostrzegł nagle tę ‘twardość’, która go czasem elektryzowała. – Staram się nie wtrącać w życie innych, bo mam swoje. Jesteś dorosły i musisz teraz sam  podejmować pewne decyzje. Sam! – powtórzyła głośniej, aby podkreślić wagę swoich słów.

Musiała nim potrząsnąć. Wiedziała, że czasem życie różnie się układa, dlatego starała się unikać oceniania innych ludzi. Próbowała też go jakoś wytłumaczyć przed samą sobą, ale … gdy zaczęła łączyć pewne wątki, obraz tego, co zaczęło się z nich wyłaniać, niespecjalnie się jej spodobał. Owszem, każdy ma prawo do szczęścia. Uważała jednak, że nie powinno się przy okazji krzywdzić tych, których się kocha. A on to robił. Co prawda i ona wciąż darzyła go uczuciem, ale pewnych rzeczy nie umiała mu wybaczyć.

– Obiecałeś mu. Nie możesz zmieniać tak nagle wcześniejszych ustaleń. To miał być tylko wasz wyjazd i on na to liczył. Tak bardzo się cieszył na myśl o tym, że spędzicie we dwóch ten czas. Myślę, że on tego potrzebuje, może nawet bardziej, niż kiedyś. A ty mu nagle oznajmiasz, że jedzie z wami Marta? Czy nie rozumiesz, że on bardzo przeżywa twój … niespodziewany związek? Nawiasem mówiąc, trudno mi uwierzyć, że w przeciągu tych zaledwie kilku ostatnich miesięcy zakochałeś się w kimś, kogo wcześniej nie znałeś. Podejrzewam, że romansowałeś z nią na długo przed tym, jak … – na chwilę odebrało jej mowę. Może gdyby nie ta jego „niespodzianka”, pod wpływem której zdążyła się już lekko rozluźnić, wygarnęłaby mu wszystko, co leżało jej na sercu. Nie spodziewała się, że może dopuścić się zdrady. Widocznie jednak nie znała go wystarczająco dobrze.

- Nie układało się nam przez ostatnie lata. Dobrze o tym wiesz – odezwał się szorstko, nie kryjąc już złości. Nikt w końcu nie lubi, gdy mu się wypomina różne „grzeszki”. On reagował na słowa krytyki pod swoim adresem wyjątkowo źle. Może dlatego, że czuł się w jakimś stopniu winny. Nic jednak nie mógł poradzić, że uczucia, które wcześniej żywił do swojej – teraz już byłej żony – z upływem czasu przygasły. Nagle okazało się, że nie mają już wspólnych zainteresowań, a wolny czas woleli spędzać w zupełnie inny sposób. Najlepiej osobno. Ona nagle przypomniała sobie, że kiedyś uwielbiała grać na skrzypcach i dołączyła do jakiegoś amatorskiego zespołu. Coraz rzadziej bywała w weekendy w domu, bo jeździła z nowymi znajomymi na różne koncerty. Traf chciał, że z jednego już do niego nie wróciła.

- Nie jest teraz istotne, co ja wiem lub czego się domyślam. Jedno jest pewne – Maks w przeciwieństwie do nas, pewnych rzeczy nie był świadomy. Twój związek z Martą jest dla niego szokiem. Nie chciałabym cię pouczać, ale ktoś musi ci to powiedzieć. Uważam, że to naprawdę nie w porządku, że wprowadzasz w jego życie zupełnie obcą mu w sumie kobietę i to w taki sposób. Przecież od śmierci twojej żony, a jego matki minęło zaledwie kilka miesięcy.
Ale zrobisz, co zechcesz. W końcu jesteś już „dużym chłopcem”, braciszku – dodała tylko, po czym zamknęła za sobą furtkę.


czwartek, 6 lutego 2020

spontaniczne Tajemnice

Czasem pewne rzeczy można zaplanować – jak choćby to, że danego dnia gdzieś się wybierzemy, coś zobaczymy, z kimś się spotkamy lub … jednak zostaniemy w domu, aby przykładowo poczytać ciekawą książkę. Co człowiek, to pewnie inny pomysł na spędzenie weekendu.
Ja na pierwszą niedzielę lutego miałam swój.

Postanowiłam pojawić się na spektaklu moich Koleżanek z Teatru Improwizacji „Afront”  i to tym najbardziej tajemniczym – z serii „Nie mów nikomu”. Dziewczyny mają bowiem w swoim repertuarze różnego rodzaju przedstawienia. Jeśli wejdziecie na Ich stronę -  KLIK! - możecie sami się przekonać, ile ich jest i jakie. Każda z prezentowanych form spektaklu ma swój indywidualny charakter. Ja byłam już na improwizowanym musicalu „M!”, „Rodzinnych rewolucjach” oraz „Nienapisanych dziełach Szekspira”. Teraz więc nabrałam chęci, aby poznać kolejny, czyli wspomniany "Nie mów nikomu". Moją ciekawość podsycił dodatkowo opis wydarzenia na facebook’u, a brzmiał tak:

„(…) Jest to spektakl, w którym sami aktorzy nie do końca wiedzą, o co toczy się stawka. Traktuje on o najskrytszych tajemnicach naszych bohaterów, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, a więc na pewno wszyscy się o nich dowiedzą...
Całą sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że rzeczoną tajemnicę znają wszyscy POZA aktorem, który odtwarzać będzie postać z sekretem. Zasada jest prosta - na czas ustalania tajemnicy wybrany aktor opuszcza salę, a potem przez cały spektakl gra tak, jakby doskonale wiedział, o co chodzi, podczas, gdy tak naprawdę cały czas usilne próbuje się tego domyśleć! (…)"

Byłam prawdziwie zaintrygowana, jak to będzie wyglądało. Wiedziałam już, że każde przedstawienie niesie za sobą masę niespodzianek. To najbardziej mnie urzeka w spektaklach tego Teatru - ich nieprzewidywalność i spontaniczność. Nigdy nie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja, bo choć – jak wcześniej wspomniałam – mają jakąś myśl przewodnią, to już same tematy pojedynczych sztuk oraz odgrywane na scenie postacie w dużym stopniu zależą zarówno od kreatywności artystów

od lewej: pan Wojtek odpowiedzialny za muzyczną oprawę oraz aktorki - Kasia, Agnieszka i Dorotka
jak również od wyobraźni i zaangażowania publiczności.
To ona wspólnie z aktorami tworzy zarys historii, dzieląc się pomysłami i własną energią. A ta rozbudzana jest od samego początku przez różne zabawne ćwiczenia. Tak było i tym razem



co oczywiście zaprocentowało potem przeróżnymi sugestiami, kim ma być postać odgrywana przez Kasię (to Ona bowiem opuściła na jakiś czas salę) i jakie tajemnice może ukrywać.

Osobiście uważam, że improwizacja jest nie lada sztuką. Za każdym razem jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co prezentują Dziewczyny na scenie. Tu trzeba wykazać się wyobraźnią, pewnym luzem i poczuciem humoru, a jednocześnie umiejętnością słuchania i refleksem – aby szybko reagować na zachowania innych osób. Podczas tego przedstawienia natomiast, Kasia miała nie tylko za zadanie dopasować się do wymyślanych naprędce koncepcji swoich Koleżanek, ale jeszcze odgadnąć kim właściwie jest. Rodziło to wiele zabawnych sytuacji i cała widownia bawiła się znakomicie, zastanawiając się pewnie przy okazji, czy i kiedy tajemnica zostanie odkryta.
Też byłam tego ciekawa, bo zadanie do łatwych nie należało. Bohaterka grana przez nieświadomą sytuacji Kasię, wymyślona przez publiczność miała być bowiem około sześćdziesięcioletnią panią o imieniu Grażyna, która właśnie przeszła na emeryturę, pracując wcześniej jako piekarz. Tajemnicą zaś, którą skrzętnie skrywała była … kontrabanda!
Według pomysłu widzów pani Grażyna miała pewnego razu udać się do Kolumbii, aby stamtąd przemycić w kurze, jajo Faberge – jako prezent urodzinowy dla pewnego Andrzeja, do którego miała słabość. Cała akcja miała mieć natomiast kryptonim „UR.AN”.

Gdy powracam wspomnieniami do tamtego wieczoru od razu robi mi się wesoło. Szczególnie, gdy przypomnę sobie Dorotkę w roli kury


i to Jej fenomenalne gdakanie, które wywoływało niekontrolowany śmiech nie tylko u mnie.
Wciąż też nie mogę się nadziwić, że prawie wszystkie – a przyznacie chyba, że jako widownia daliśmy się ponieść wyobraźni – tajemnice zostały przez Kasię odkryte.

To był niezwykle udany czas i z pewnością będę się pojawiać na kolejnych Afrontach.
Każdy z nich jest zupełnie inny, niepowtarzalny. Jeśli chcecie Sami się o tym przekonać, wybierzcie się na jakiś spektakl. W najbliższym czasie można pojawić się na:

  • 8 luty 2020 - "Co dozwolone w karnawale?"
  • 23 luty 2020 - "Po Troopach"
  • 29 luty 2020 - "Pokój numer ..."
  • 7 marca 2020 - "Nienapisane dzieła Szekspira"
Szczegółowe informacje znajdziecie na stronie Teatru